Jednostka Wojskowa KOMANDOSÓW

czcionka większa czcionka normalna czcionka mniejsza
11 maja 2018
ŻOŁNIERZE SIŁ SPECJALNYCH
Cała prawda o każdym z nas


Kim są żołnierze sił specjalnych? Czy są to nadludzie, herosi?

Zastanawiając się nad odpowiedzią na zadane powyżej pytania postanowiłem zanurzyć się w dziełach klasyków teorii wojskowości i poszukać wskazówek u źródeł. Myślałem pierwotnie, iż interesujące mnie treści znajdę w literaturze współczesnej. Jednakże, z pewnym zdziwieniem, najcenniejsze wskazówki odnalazłem wśród dzieł najstarszych.

Najbardziej znany chiński teoretyk wojskowości, generał Sun Tzu pisał tak:

„Zazwyczaj generał ze zgromadzonych oddziałów wybiera oficerów o niepospolitej odwadze i sile ducha, wyróżniających się giętkością i siłą fizyczną, a także tych, których wojenne wyszkolenie przekracza przeciętną. Właśnie ci oficerowie dowodzą siłami specjalnymi. Z dziesięciu żołnierzy wybiera się jednego. Z dziesięciu tysięcy jeden tysiąc.”

Kolejnych rad udzielił mi rzymski teoretyk Vegecjusz, który w swym dziele „De Re militari” pisze między innymi takie słowa:

„Żołnierze muszą być wystarczająco wypróbowani, zanim legną naprzeciw wroga” czy też: „Dzielność jest ważniejsza, aniżeli liczebność”.

Kim więc jest żołnierz sił specjalnych? Czy jest to bardziej John Rambo, Hans Kloss, Terminator czy też Chuck Norris? A może żaden z nich?

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy zrozumieć najważniejszą rzecz: nikt nie rodzi się żołnierzem sił specjalnych. Nim trzeba się stać poprzez własny upór, chęci, motywację, ciężką i morderczą pracę, szereg wyrzeczeń i niedogodności. Oczywiście posiadając pewne wrodzone cechy jest łatwiej, ale to nie wystarcza.

R. Hunter, który w swej książce zebrał doświadczenia weteranów II wojny światowej na pytanie: „Jak zostaje się komandosem?” odpowiada tak:

„(…) łatwiej, gdy jesteś szaleńcem, przeświadczonym w dodatku, ze masz dość zdrowego rozsądku i że wiesz, na co się porywasz. Pierwszy krok to zostać żołnierzem i to dobrym żołnierzem.

Jeśli zdecydujesz się na trening, musisz wiedzieć, że skazujesz się na co najmniej sześć tygodni prania mózgu, pęcherze na stopach, obolałe ramiona, straszliwe znużenie, a wszystko o chłodzie i głodzie. Zdarzają się niebezpieczne momenty, ale to dobrze, ponieważ boisz się tak bardzo, że zapominasz na kilka sekund o swym nędznym losie.

Szkolenie jest wyczerpujące, godziny się dłużą, ćwiczenia najczęściej odbywają się w nocy i bez względu na pogodę. Podstawą jest sprawdzenie – czy raczej zmuszenie cię do sprawdzenia – o ile więcej możesz zrobić, niż ci się wydaje.

Prawdziwy komandos wychował się bowiem w nocy, w długich marszach w deszczu, w małych łodziach kołyszących się na bezkresnych morzach, na smaganych deszczem skałach, ośnieżonych szczytach i przede wszystkim podczas nocy spędzonych w ukryciu w wilgotnych okopach. Niewygody to chleb powszedni komandosa. Nauczono go być Tarzanem, wspinać się na skały, skradać się jak kot, czołgać się, atakować, posługiwać się bronią i walczyć wręcz, szybko regenerować siły i wymykać się śmierci; komandos został ukształtowany przez trening, nigdy nie kończący się trening”[1]."

Powyższy opis daje nam dość dokładną charakterystykę cech komandosa. Na pewno jest on bardzo dobrym żołnierzem lub funkcjonariuszem, któremu brakowało tego „czegoś” w dotychczasowej służbie. Równie pewne jest to, że był odpowiednio przygotowany i zmotywowany do przebrnięcia przez sito selekcji i proces naboru do Jednostki. Ale to był dopiero początek drogi, bowiem nie można nazwać kogoś komandosem, kto tylko i wyłącznie wstąpił do danej formacji specjalnej. To zdecydowanie za mało.

Kolejny krąg wtajemniczenia to trening, którego pierwszym etapem jest kurs bazowy (zwany również podstawowym). Każdy, kto przeszedł selekcję oraz kurs bazowy stwierdzi, iż selekcja to była przysłowiowa „bułka z masłem” w porównaniu z wysiłkiem, który należy włożyć by ukończyć kurs.

Trening komandosa tak naprawdę nie kończy się nigdy. Po kursie bazowym zalicza się kolejne szkolenia specjalistyczne, nabywa i doskonali coraz to nowe umiejętności. Do tego dochodzi ciągle udoskonalane wyposażenie, które wymaga od operatora idealnej znajomości i perfekcji w posługiwaniu się nim. W aspekcie wyszkolenia komandosa można porównać do wirtuoza gry na instrumencie muzycznym, z tą jednak różnicą, iż operator nie może poprzestać na perfekcyjnym opanowaniu jednego instrumentu i nie może za żadną cenę stać się solistą. Operacje specjalne są bowiem grą zespołową, gdzie o wykonaniu zadania decyduje team.

Komandos musi umieć pracować jak element idealnie ustawionego mechanizmu, jak trybik szwajcarskiego zegarka. Wyobrażacie sobie Johna Rambo działającego inaczej niż w pojedynkę? Prawdziwy komandos nie biega nigdzie sam, strzelając na oślep z karabinu. Działa rozważnie, spokojnie, skrycie, a przede wszystkim w zespole.

Jaki więc jest żołnierz sił specjalnych? Na pierwszy rzut oka zwyczajnie. Z daleka trudno go odróżnić, ponieważ nie będzie mu zależało na tym, by ktokolwiek wiedział o tym, kim jest i co robi.

Istotne jest jeszcze jedno, określenie, jaką osobą żołnierz sił specjalnych nie jest. Na pewno nie jest pewnym siebie pyszałkiem, karmiącym się własną pychą i szczycącym czynami, których sam nie dokonał. Na pewno nie jest stałym bywalcem różnego typu lokali gastronomicznych, gdzie to rozwija, za niewielkim wynagrodzeniem w postaci ufundowanego alkoholu, swe opowieści z kraju „mchu i paproci”. Nie znajdziesz go także na portalach społecznościowych, gdzie zamieszcza swoje „sweet-focie” z akcji lub też udziela „mądrych rad” na anonimowych forach. Prawdziwy komandos jest skromny, pokorny a poprzez to cichy i skuteczny.

Podsumowując moje rozważania chcę przytoczyć słowa Katarzyny Piwowarskiej:

„Dzisiejszy świat „uheroizował" postaci „Zośki”, „Alka” i „Rudego”. Bardzo często ubiera się ich w stroje patetyczne oklepanych sformułowań, z których trudno jest się wyplątać, które powielają coraz to nowe pokolenia uczniów, piszących wypracowania o „Kamieniach na szaniec”.

Tworzymy mimowolnie epopeję, gdzie „Zośka” jest zawsze opanowany, „Rudy” sprytny a „Alek” odważny i wesoły. Są naszymi herosami. Ale przecież herosi to półbogowie, istoty ponadludzkie. A ci chłopcy tacy nie byli. Czy ich najgłębsza wartość i najprawdziwsze bohaterstwo nie tkwi w tym, że dokonując wielkich czynów, podejmując się zadań niebezpiecznych, trudnych często wręcz niewykonalnych potrafili pozostać ludźmi w pełnym tego słowa wymiarze? (…)

W dzisiejszych czasach, gdy co chwila pojawiają się kolejne odsłony filmów o Supermanie, Batmanie czy X-manach, a w każdej z nich superbohater jest jeszcze bardziej sprawny fizycznie, jeszcze bardziej doskonały i przez to coraz bardziej oderwany od rzeczywistości, przykład „Rudego” i jego przyjaciół powinien być tym cenniejszy. Bo byli to zwykli, młodzi ludzie, czasem roześmiani, czasem smutni, zakochani lub nie, ale na pewno, tacy jak my, pełni nadziei na przyszłość. Byli normalnymi ludźmi, którzy zachowując swoją normalność potrafili zdziałać rzeczy niezwykłe. To oni pokazują nam, że prawdziwa wartość człowieka tkwi w jego charakterze, a nie pięknym ciele. Mając silne, ugruntowane charaktery nie zatracimy nic ze swojej codzienności i zwykłości, ale będziemy w stanie dokonać rzeczy niezwykłych.”[2]

Na zakończenie pragnę podać dwa współczesne, polskie przykłady żołnierzy sił specjalnych. Są to postaci nieszablonowe i na pewno wybitne, chociaż tak od siebie różne.

Pierwszym z nich jest ś.p. gen. Włodzimierz Potasiński – twórca i ojciec polskich wojsk specjalnych XXI wieku. To z jego inicjatywy i pomysłu powstały wojska specjalne jako samodzielny rodzaj wojsk. Jego upór doprowadził do tego, by sojusznicy powierzyli Polsce zadanie formowania dowództwa sił specjalnych na cały teatr Europy środkowej i wschodniej.

Drugim zaś jest ś.p. gen. Sławomir Petelicki – ojciec jednostki wojskowej GROM. To dzięki niemu powstała pierwsza w dawnym bloku wschodnim jednostka specjalna zbudowana, wyposażona i szkolona według zachodnich (zwłaszcza amerykańskich) standardów.

Każdy, kto znał ich na co dzień może potwierdzić z całą stanowczością, iż byli to ludzie wybitni, którzy nigdy nie dali tego po sobie poznać. Zawsze byli skupieni, pokorni, ale równocześnie odważni i zdecydowani bronić swych racji oraz swoich ludzi do samego końca, nie zważając na własne kariery.

Czy czujemy się elitą? To ten rodzaj pytań, których nie lubimy. Niech więc za nas odpowie żołnierz „Zośki” Henryk Kończykowski „Halicz”:

„Czy czuliśmy się elitarnymi żołnierzami? Nie od razu. Widzieliśmy z czasem, jaka różnica była w wyszkoleniu, dyscyplinie. W „Zośce” wszyscy to byli koledzy. Najniższy stopniem mógł mówić do dowódcy po imieniu. Z drugiej strony – jak był rozkaz, to nie było żadnej dyskusji, żadnej. To była ta specyfika.”[3]


[1] R. Hunter, Komandos. Prawdziwe historie, Muza S.A., Warszawa 2001.

[2] Katarzyna Piwowarska, „Nasi Supermani?”, Pismo Grupy Historycznej Zgrupowanie „Radosław”, nr 6, Warszawa 2012

[3] Jarosław Wróblewski, „Zośkowiec”, wydawnictwo Fronda, Warszawa 2013

 

 
generuj pdf
Kontakt

Jednostka Wojskowa KOMANDOSÓW
Sobieskiego 35
42-700 Lubliniec
tel. 261101111
fax. 261101380
4101.sekretariat@ron.mil.pl